niedziela, 18 stycznia 2015

Od Scarlett CD Arsena

Kolejny raz książę mnie zadziwił, nie patyczkuje się chłopak, korzysta z każdej sytuacji, a na dodatek ten jego wzrok. Mogę stwierdzić, że przeszył mnie on wręcz na wylot. Poczułam ciarki wędrujące po moim ciele. To uczucie było u mnie tak rzadkie, że zapomniałam jak ono wygląda. Nie spodziewałam się takiej reakcji, nie potrafi się uwolnić od królewskiej tożsamości, chyba się pogodził, że na jego skórze wypalono koronę symbolizującą władcę, odpowiedzialność i wyrzekniecie się własnego dobra na rzecz innych. Nadal to w sobie dusi albo weszło mu to w krew i nie potrafi inaczej.
Wypowiedział tak mało: "zmieniłaś się", a jednak nie wiem, czy to bardziej nie uderzyło mnie niż tona obelg, ah ta jego świetna gra słów. Potrafi wybrać takie, które zdołają jeszcze do mnie dotrzeć. Oczywiście, że nie odbieram ich pozytywnie, nie jestem narcystyczną świnią, bez przesady. Przezwiska przyjmuje lepiej niż komplementy. Chyba lubi pozostawiać ludzi w znaku zapytania, w pewnego rodzaju niepewności, znowu wyszedł, tak wiem teraz przesadziłam, następnym razem pewnie wyjdę z czymś jeszcze gorszym.
Znowu ta cisza. Kiedy myślę "ta", nie mam namyśli niczego złego, ponieważ cisza jest dobra. Cisza, jest dobra kiedy przychodzi czas na refleksje, chyba właśnie ten czas wszedł kiedy księciunio wyszedł. Ta sytuacja daje mi taką ciszę. Zazwyczaj co by się nie działo nie przesiaduję w czterech ścianach gapiąc się w sufit, tylko idę na ostry trening lub na kolejne aranżowanie śmierci. Mimo tego, że chwile takie jak ta przepełnione ciszą i moimi myślami były dosyć rzadko występujące w moim życiu, to wiem, jak się w nich należy zachować.
Zmieniłam się... Tak to prawda, zmiany zazwyczaj są źle postrzegane wśród ludzi, a osoba która się zmieniła, w tym przypadku ja, zazwyczaj jest tak ślepa i zaintrygowana nowa sobą, że twierdzi, że zmieniła się na lepsze.
Tak to wygląda z perspektywy ludzi, którzy przyglądają się zmianie innych osób. Podoba mi się wyzbywanie idiotyzmu z tego świata. Może nie do końca idiotyzmu, bardziej wywyższania się z niczego, pozerstwa, egoizmu, pychy i wielu innych złych cech, które były w posiadaniu ludzi, którzy zginęli z udziałem mojego sztyletu. Owszem, można porównać mnie do nich, można uznać mnie za kogoś gorszego od nich, ale to nie ja gwałcę i zabijam niewinnych. Tak, oczywiście możecie powiedzieć, że ci których zabiłam byli niewinni, ale ja mam swoje umiejętności, źródła z których widzę całe zło i dobro, które ktoś uczynił. Jestem niczym bogini sprawiedliwości z opaską na oczach i wagą w ręku, no może jestem odrobinę bardziej brutalna. Tych bardziej winnych lubię pomęczyć własnymi torturami. Nie zabijam tych, którzy są dobrzy, sprawiedliwi, tych którzy nie patrzą na własne dobro, ale na czyjeś. Takich ludzi cenię i szanuję. Może jestem nowoczesną odmianą Robin Hood'a? Zabiera bogatym oddaje biednym. Zdarzyło mi się wiele okazji, gdzie pozbywałam się lordów, po czym rozdawałam ich majątek biednym. Tak na prawdę oddałam im to co on im zabrał. To nie jest do końca tak, że czynię tylko i wyłącznie zło. Nie oszukujmy się, nie wyzbędę się człowieczeństwa, jak bardzo bym chciała. Mogę je ukrywać, ale sama zawsze w pewnym stopniu je odczuje. Dlatego panuje nad emocjami. Może znowu się zmienię? Może zmienię się na lepsze? Kto to wie? Mogę przyrzekać ci zmianę, patrząc Ci głęboko w oczy, ale jutro to jutro. Sama już nie potrafię rozszyfrować siebie. Nie zamknęłam się tylko i wyłącznie przed światem zewnętrznym, ale tez nad sobą.
"Ten, który walczy z potworami powinien zadbać, by sam nie stał się pot­wo­rem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas."- ten cytat świetnie odnosi się do mnie, ale nie potrafię jakoś wdrążyć tej myśli w zasadę, jakieś motto mojego życia. Chyba stałam się częścią otchłani. Można też uznać, że się zgubiłam, czemu nie? No przypuśćmy, ze zgubiłam się w labiryncie życia, ale co z tego? Czy ktoś mi pomoże? Właśnie, nikt. Sama stworzyłam siebie, nie ma już czasu na zmiany jeżeli chce znaleźć drogę, muszę użyć tego co już mam w kieszeni. Liczenie na kogoś w tak ważnych dla nas sytuacji, często okazuje się błędem, ponieważ nie zawsze dotrzymują słowa.
Mogę też winić ludzi za zło którym jestem wypełniona, ale kiedy powiem to komuś odpowie mi pewnie: --"Tak, oczywiście! Wiń każdego tylko nie siebie."
Dlatego pozwalam ludziom myśleć o mnie co chcą, ponieważ żadne moje tłumaczenie nic nie da, przecież jestem zabójczynią, tylko to się liczy w oczach innych.
Księciunio też nie jest taki sam. kiedy byliśmy dziećmi nie było dzielenia, bo nie było wtedy widoczne kim tak na prawdę jesteśmy, a raczej będziemy. Też się zmienił. Nie zostawiajmy tutaj nikogo bez winy, skoro już ja zostałam omówiona przejdźmy do księcia.
Arsen, nie mówię że jest egoistą, że jego szpik jest wypełniony złotem i cynizmem, ale to widać, że jest księciem tego nie ukryje. Może nie chodzi mi o to, że jest wygodny, ale świadomość tego, że może być wszędzie, bo jest księciem, jest. Świetnie, cieszę się, że zna swoje prawa i takie tam, ale jeśli chciałby żyć normalnie to wiele królewskich cech mu nie pozwoli.
Arsen ma podobny problem do mnie. Brakuje nam odpowiedniego słuchacza, do tego abyśmy mogli mu wszystko opowiedzieć i mieć możliwość poczucia tej ulgi, uwolnienia się od zbędnych myśli, bo lepiej jest z kimś porozmawiać.
Tylko, że jest jeszcze coś, jemu zaczyna to przeszkadzać, ja to widzę, a ja jeszcze jakoś to znoszę.
Nie dziwię się, on przebywa w gorszym środowisku, gdybym ja miała tutaj żyć nie wiem w jak fatalnym stanie psychicznym bym była. Ode mnie wymaga tylko jedna osoba, ja.
Od niego? cała rodzina, dwór, nie wspominając o królestwie. On ukrywa stan w którym tkwi, inni wielokrotnie go prowokują, dlatego ucieka gdzieś ze smokiem, ponieważ stwierdza podobnie jak i ja, że ludzie to zazwyczaj problem.
Niech tylko przyjdzie czas, jak będę musiała wreszcie stąd wyjść, zabiorę stąd księciunia. No chyba, że będzie bał się później reakcji ojca i takich innych. Chyba przez księciunia dziś nie zasnę.
-Dzięki- odparłam pod nosem.
Zapadł mrok. Za oknem widziałam tylko gwiazdy rozproszone po niebie. Jeżeli zostanę w tym łóżku, będę tylko gnębiona przez myśli, bo wiem, że i tak nie zasnę. Mimo nogi postanowiłam opuścić pokój.
Przemierzałam długi, wąski hol. Słyszałam tylko taszczenie mojej usztywnionej nogi, jak gips niezdarnie uderza o ziemię i mój spokojny oddech, tak spokojny. Jakoś nie miałam ochoty zaglądać do każdej komnaty, ponieważ może trafiła bym na niewinnego króla trwającego we śnie i nie wiadomo jak już by się nie obudził o świcie. Chęć jego śmierci jest ogromna, ale świadomość, że to zrobię, ale nie dziś jest wystarczająco silna aby ją pohamować. Już nie wspominając o księciuniu, który nawet kiedy go nie ma mnie powstrzymuje.
W końcu odnalazłam drzwi na, których tak mi zależało w tym momencie. Na ich widok uśmiechnęłam się i pewnie nadusiłam na klamkę. Te świeże powietrze, niebo zaścielone przez gwiazdy. Przez chwile nawet zdołałam przywrócić wewnętrzny spokój. Jeśli dobrze pójdzie będę mogła patrzeć na to piękno nawet wtedy kiedy noc przeobrazi się w dzień, niczym kokon w motyla. Pomyślałam tak, dopóki nie poczułam przeszywającego bólu nogi. Nie rozumiałam co jest z nią nie tak? Przecież się goi, więc dlaczego czuję tak ogromny ból jakby ponownie przeszywała ją strzała. Powoli opadłam na zimny bruk.
-Będę miała okazję patrzeć, jak noc staje się dniem, bo chyba nie dam rady wrócić do komnaty- zaśmiałam się. Chciałam to mam. Zapewne, jak księciunio rano zobaczy puste łóżko, od razu pobiegnie sprawdzić, czy jego ojciec nadal oddycha. Jeszcze przed chwilą byłam pełna sił, teraz moje powieki się zamykają, to wszystko przez ten ból. Byłam już pół przytomna, kiedy zerwał mnie trzepot skrzydeł smoka. Spojrzałam między barierką na balkonie. Księciunio przyleciał ze swoim smoczkiem, westchnęłam głęboko. Byłam pewna, że mnie nie zauważy, więc przygotowywałam się na noc spędzoną tutaj. Wślizgnęłam się na ławkę ze skały i odwróciłam plecami do księciunia, który po chwili zniknął.
-Wokół tyle komnat, a ja śpię na balkonie- zaśmiałam się i czekałam na znieczulający sen.
-Scarlett Asgard- poczułam lekkie szarpanie za ramię.



(Arsen?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz