sobota, 17 stycznia 2015

Od Aarona - misja 2

"Dziecko najwięcej miłości potrzebuje wtedy, gdy najmniej na nią zasługuje. "

Nigdy nie pamiętam swoich snów, ale tamten był wyjątkowy. Cóż, pewnie dlatego, że został brutalnie przerwany. Pamiętam jak wtedy słuchałam najpiękniejszej muzyki na świecie, gdy nagle usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Mój piękny sen prysnął jak mydlana bańka, i stał się najgorszym koszmarem. Pół-przytomny zwlokłem się z łóżka i dotarłem do drzwi. To co tam zastałem, męczy mnie do dziś. Pod drzwiami było dziecko. Na początku zaśmiałem się i zamknąłem drzwi.  Miałem nadzieję, na ponowny sen, ale ten bachor... zaczął płakać ! To było już po prostu powyżej wszelkich norm. Wściekły otworzyłem ponownie drzwi i zacząłem nawoływać jego rodziców. Nic. Jedyną odpowiedzią był płacz tego dzieciaka. Co miałem zrobić ? Ubrałem się i wziąłem dziecko. Obok niego leżała karteczka " Zaopiekuj się nim".
-Niedoczekanie - prychnąłem i wyszedłem z królestwa
Wtedy właśnie zrobiłem najgłupszą, a zarazem najmądrzejszą rzecz w swoim życiu. Poza bramami Królestwa zawołałem Nehemię. Moja smoczyca była nie lada oburzona pasażerem na gapę, ale gdy usłyszała, że to w jedną stronę to rozchmurzyła się. Wsiadłem na jej grzbiet i od razu wydałem polecenie.
- Gdzieś daleko - brzmiał rozkaz
Gdy tylko wznieśliśmy się wyżej, dzieciak przestał płakać. Ja jednak i tak go nienawidziłem. Po jakiejś godzinie Nehemia wylądowała. Była to ogromna knieja, pełna morderców. Skąd wiem ? Cóż, nie raz tam byłem... Bez skrupułów położyłem dziecko pod drzewem. Nie obchodził mnie wtedy jego los - chciałem się go pozbyć. Chwilę później wracaliśmy z Nehemią do Imperium. Skłamałbym mówiąc, że nie odwróciłem się ani razu. Dopiero później zrozumiałem, jakim byłem idiotą.
W połowie drogi odezwały się moje wyrzuty sumienia.
-Zawróć
-Co ?! - wrzasnęła smoczyca
-Zawracaj ! Natychmiast ! - warknąłem
Wściekła i nabuzowana Nehemia zrobiła w tył zwrot i przyspieszyła tępa. Wtedy miałem zamiar pomoc dziecku. Miałem zamiar... 
***
Gdy tylko dotarliśmy do kniei, szybko zeskoczyłem ze smoczycy. Najprędzej jak umiałem pobiegłem w miejsce, gdzie położyłem dziecko. To co tam zastałem, było przerażające. Kawałki skóry i kości były porozrzucane w okręgu 3 metrów. Mech dookoła drzewa zbroczony był... krwią. Dobrze wiedziałem, co było do tego zdolne. Człowiek czyhał obok, żeby i mnie zabić. Niedoczekanie. W całkowitej furii wyciągnąłem miecz i ruszyłem w jego kierunku. Nie zdążył chwycić po broń, gdy ja uciąłem mu głowę. Jeszcze nigdy zabijając kogoś nie czułem zarazem przyjemności i smutku. Byłem winny śmierci dziecka. Byłem potworem... Wsiadając na smoczycę miałem ręce we krwi. Zrozumiała, nawet pomimo złości. Blisko Imperium kazała mi wejść do rzeki. Przecież nikt nie mógł się o tym dowiedzieć. Tylko my dwoje - tylko moje wyrzuty sumienia...
***
Tej nocy nie zasnąłem. Nie zasnąłem też przez następne 2 tygodnie. A teraz ?... Prawie co noc budzę się widząc to dziecko we krwi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz