wtorek, 13 stycznia 2015

Od Catherine CD Arona

Dziwny chłopak, wyglądał jak bezdomny. W sumie to on chyba był bezdomny. Nie interesowało mnie to. Chciałam go tylko zaprowadzić do kogoś od administracji żeby się nim zajął. Poszliśmy więc w milczeniu do zamku, ani on, ani ja nie wykazywaliśmy wielkich chęci do rozmowy. Cisza nie była niezręczna, wydawało mi się, że chłopak z natury nie jest zbyt przyjazny i rozmowny. Ja jednak nie mogłam się powstrzymać od zadania jednego pytania.
-Jak masz na imię? – Oznajmiłam typowym dla siebie oznajmującym tonem.
Jakoś nigdy nie przychodziło mi łatwo prosić innych o jakieś informacje, nawet Janie najzwyklejsze jak imię czy wiek. Nigdy nie prosiłam, zawsze wymagałam.
-Jakoś nie sądzę, że powinno Cię to interesować. – Odpowiedział oschle.
-Nie powinno, ale interesuje, cwaniaku. - mruknęłam
Dalszą drogę milczałam, nie będę rozmawiać z takim chamem.
-Dzień dobry Catherine.- Powiedział jeden z urzędników.
Nie odpowiedziałam, byłam zbyt zdenerwowana. Nienawidziłam jak coś szło nie po mojej myśli.-Musisz się tu zarejestrować, pokażą ci tu wolne kwatery i możesz też się tu zatrudnić.
-Dlaczego to dla mnie robisz? – Zapytał.
Właśnie, po co? Nie pomagam ludziom, nie wdaję się w ich problemy… Znowu ta cholerna umiejętność. Ciężko jednak ignorować innych jeśli czyje się ich wszystkie bóle. Ten chłopak przeżył coś co do dzisiaj sprawia mu ogromny ból, coś przez co cierpi. Dlatego się nim zainteresowałam. Chcę się dowiedzieć co może aż tak wpłynąć na uczucia innych. Co może być przyczyną aż takiego nieszczęścia? Lecz nie powiem mu tego, uzna mnie za dziwaczkę.
Wprowadziłam się do Szklanego imperium nie tylko ze względu na Nebulę i jej bezpieczeństwo, chcę tutaj poznać siebie i swoje moce. Wychowano mnie bowiem w domu, w którym nikt nie miał takich zdolności jak ja. Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto potrafiłby pomagać psychice innych. Więc muszę się uczyć na własną rękę.
-Może jestem po prostu dobrym członkiem, który nie lubi patrzeć na cierpienie innych? – Zapytałam, sama w to nie wierząc.
Chłopak roześmiał się gorzko i niema się nie zakrztusił.
-A tak poważnie?
-Chcę poznać Twoje imię. – Odpowiedziałam krótko.
-Tylko tyle? To od początku było twoim celem?- dziwił się.
Wzruszyłam w odpowiedzi ramionami.
-Aron. Aron Westfall.
Dowiedziawszy się tego odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do domu.
-Hej, a ty? – Zawołał za mną,
-Co ja?-Jak masz na imię, wiesz mogę jeszcze czegoś potrzebować, muszę wiedzieć do kogo się zgłosić.
-Catherine Foy, ale nie licz na moją pomoc. 

Aron?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz